wtorek, 2 czerwca 2015

1.

Jestem na plaży. Słońce ogrzewa moje ciało, woda szumi. Jest cudownie. Z wody wyłania się przystojny mężczyzna, dobrze zbudowany, opalony z jasnymi, długimi włosami. Zbliża się do mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Staje przede mną i wyciąga do mnie dłoń. Pomaga mi wstać, po czym obejmuje mnie w talli i nachyla się nade mną...

►Carmen Elizabeth Cortez! Do jasnej cholery wstawaj! Ile czasu można cię budzić?!- wrzeszczy mój tata. Przeciągam się leniwie na łóżku i otwieram swoje zaspane oczy, żeby spojrzeć na zegarek. Jest już 7.15 a za godzinę zaczynam swój pierwszy dzień w nowej szkole!

►Już wstaje! Nie musisz krzyczeć- wołam do taty. Nie mam sił, żeby się ruszyć z łóżka, więc po prostu turlam się z łóżka na podłogę, zaplątana w kołdrę. Chwilę mi to zajmuję zanim się uwalniam i powoli podchodzę do wielkiej szafy, żeby założyć przygotowane przez moją mamę rzeczy na dzisiejszy dzień w nowej szkole. Nie chcę mi się uwierzyć, kiedy to się stało, że jestem w szkole średniej. Pamiętam jeszcze jak dopiero zaczęłam chodzić do 1 klasy a tu proszę! Wczoraj wieczorem mama wydrukowała ze strony internetowej szkoły mój plan lekcji, więc moim problem na dziś będzie znalezienie odpowiednich sal i zapoznać się z kimś fajnym.
Ubrałam dżinsową spódniczkę i białą koszulkę na krótki rękaw, do tego mojego białe trampki i jestem prawie gotowa. Biorę do ręki moją kosmetyczkę i idę do łazienki. Ale drzwi są zamknięte. No nie...

►Możesz trochę szybciej?- wołam.
►Nie popędzaj mnie!- odkrzykuje mój rok starszy brat.
►Wiesz... trochę mi się śpieszy!- krzyczę.
►Ale mi nie koniecznie!- śmieję się a ja wkurzona schodzę na dół, żeby chociaż coś zjeść. Mama robi w kuchni naleśniki z syropem toffi a tata jest pochłonięty gazetą i popijaniem swojej porannej kawy. Moja kotka leniwie przeciąga się na parapecie i zeskakuje z niego, żeby po chwili wskoczyć na moje kolana.
►Cześć Lili- głaszcze ją, na co zaczyna mruczeć. Uwielbiam ten dźwięk. Jest taki odprężający. Szybko pochłaniam naleśnika i biegnę na górę, żeby się uczesać i zrobić makijaż. Kiedy wchodzę do łazienki od razu z niej wychodzę.
►Nie mogłeś załatwić tej potrzeby później!- drę się na cały dom. Mój brat zadowolony z siebie przechodzi obok mnie i schodzi na dół a ja łapie jak najwięcej powietrza, żeby nie udusić się, kiedy wejdę do łazienki. Rozczesałam swoje długie, proste włosy i przejechałam rzęsy tuszem. Do tego błyszczyk i trochę perfum. Z mojego pokoju chwyciłam jeszcze plecak i mogliśmy już ruszać do samochodu.  Niestety nie miałam nawet szansy usiąść z przodu... Tak to jest z rodzeństwem. 
►Powodzenie w szkole kochanie!- zawołał tata, przez szybę, zanim odjechał. Mój brat już był wśród swoich kumpli, a ja? Cóż... sama.
Nie lubię być nową w szkole, bo większość ludzi już się zna i dziwnie się na mnie patrzą, tak jak teraz. Ruszyłam w stronę budynku od strony parkingu. Po prawej stronie jest wielkie boisko do biegów i innych sportów. Szłam dalej, między grupkami ludzi i o mało nie wpadłam do ogromnego basenu, który się rozciągał przede mną.

►Wow- powiedziałam cofając się o krok. Nagle wzrok większości młodzieży zwróciła się w stronę 3 aut. Wyciągali swoje telefony i robili zdjęcia. Mówili coś między sobą z podziwem w oczach i jakby... strachem(?). Zdawało mi się, że tylko ja nie wiem o co im chodzi. A kiedy próbowałam zobaczyć cokolwiek, wszyscy mi zasłaniali tworząc wielki tłum wokół tamtych aut. Potem niektóre dziewczyny piszczały i cała grupa powoli przesuwała się w moją stronę. Stwierdziłam, że spóźnię się na moje pierwsze zajęcie i poszłam do budynku. Widziałam już tę szkołę na zdjęciach w internecie ale dopiero kiedy weszłam do środka zdałam sobie sprawę, jaka ta szkoła jest ogromna. Kiedy ja rozglądałam się po szkole, ktoś wpadł na mnie wyrzucając mój telefon. ►Szlak.- przeklęłam podnosząc mój telefon. Cała szybka pękła. No pięknie. Oczywiście sprawcy już nie było, tak więc... pierwszy dzień zaczął się do bani. Oby reszta była lepsza. Poszłam do sekretariatu, żeby odebrać moje dokumenty i kilka informacji. 
►Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do niskiej pani, o wiśniowych włosach spiętych w wysokiego koka.Dzień dobry- odwzajemniła uśmiech- Zapewne przyszłaś po swój plan? 
Tak.
Twoje imię i nazwisko?- pyta wyciągając na ladę skrzynkę ze sporą ilością różnych papierów.Carmen Elizabeth Cortez- odpowiadam jej. Odwracam się w lewo i widzę 3 chłopaków wychodzących z gabinetu dyrektora. Pierwszy dzień a oni już coś przeskrobali. Wszyscy trzej mieli poważne miny i dłonie w krwi, a dwóch z nich miało siniaki na twarzy. No pięknie.
Jesteś kurwa pojebany! Mówiłem ci, że masz się do niej nie dobierać! Ona jest moja, Trevino- mówił blondyn do wysokiego i dość napakowanego szatyna. 
Sama się do mnie kleiła, więc się ode mnie odpierdol bo ci znów obije mordę- rzucił oschle i spojrzał w moją stronę swoim wściekłym spojrzeniem.
Tu jest twój plan lekcji, lepiej się pośpiesz. Zajęcia już za 5 minut. Powodzenia.- uśmiechnęła się kobieta i wróciła do swojej papierkowej roboty, kiedy wyszłam.

No dobra... z tego co pamiętam to moja klasa jest na 2 piętrze, schodami po lewej stronie. Nie miałam już czasu iść do szafki, więc zrobię to na następnej przerwie. Genialna ja spóźniłam się na pierwszą lekcję. Super... Na szczęście to tylko chemia, a z tego jestem całkiem dobra, więc nie powinnam mieć problemu. Zostało wolne tylko jedno miejsce, na samym końcu klasy, więc tam poszłam. Przede mną siedziała dziewczyna, która miała fioletowo-różowe włosy, po mojej lewej siedział chłopak, który... przyjrzałam mu się i właśnie doszłam do wniosku, że to jeden z tamtej trójki, którzy się bili. Miał spuszczoną głowę przez całe zajęcia. Dziś tylko lekcje organizacyjne, więc luz.

Czas do przerwy szybko zleciał i mogłam iść do szafki. Znaczy... najpierw ją poszukać. Okazało się, że jest ona na ostatnim piętrze. Już widzę jak będę biegać co chwilę na ostatnie piętro specjalnie do szafki. W końcu do niej dotarłam. Dostałam swój kod, ale nie mogłam ich otworzyć. Męczę się z nią już 5 minut a za 5 minut koniec przerwy. 

Kto to wymyślił...- wzdycham dalej siłując się z głupią szafką.
Nagle ktoś podchodzi i zabiera moją karteczkę z kodem po czym przekręca dokładnie po kolei na cyferki i otwiera ją oddając mi karteczkę. Jestem w szoku i dopiero po chwili spoglądam na osobę, która otworzyła mój zamek.
Dziękuję- uśmiecham się do chłopaka. O ile dobrze pamiętam ten jeden powiedział do niego Trevino. Ten nic nie odpowiedział tylko odszedł. Patrzyłam chwilę za nim, aż całkowicie znikł mi z pola widzenia. Nie zdawałam sobie sprawy, że się na niego gapię.
Przystojny jest, co nie?- aż się wzdrygnęłam. Odwróciłam się i zobaczyłam tę samą dziewczyna, która siedziała przede mną na pierwszej lekcji.
Ale mnie wystraszyłaś- powiedziałam opierając się głową o sąsiednią szafkę. Dziewczyna zachichotała i wyciągnęła do mnie rękę.
Jestem Katrina, ale mów mi Kat- uśmiecha się promiennie.
Carmen- odwzajemniam jej uścisk.
Hm... mogę mówić do ciebie Cam?- uśmiecha się szerzej.
Pewnie. To... jesteśmy razem w klasie tak?- pytam.
Nie jestem pewna, czy na wszystkich zajęciach, ale zapewne tak. Daj mi na chwilę swój plan lekcji- mówi, więc podaje go jej. Czyta go dokładnie.
Nie będziemy razem na angielskim, biologii ale resztę mamy tę samą.- uśmiecha się zadowolona.

Ostatnie 2 godziny to wychowanie fizyczne. Pani Barnaby zabrała nas na dwór, na boisko do siatkówki i miałyśmy grać przez te dwie godziny. Obok chłopacy ze starszych klas mieli trening footballu. Nie mogłam się powstrzymać od patrzenia na nich. A kiedy wróciłam do siatkówki dostałam z piłki do footballu w ramię. Aż poczułam jak mi coś przeskoczyło. 

Ał- syknęłam z bólu.
Proszę pani mogę iść z nią do higienistki?- zawołała Kat. Pani kiwnęła głową i obie poszłyśmy.
Siedziałyśmy chwilę na korytarzu przed jej gabinetem bo kogoś też przyjmowała tam. W końcu dziewczyna wyszła i nadeszła nasza kolej. Cały czas trzymałam się za moje bolące ramię.
 
No to powiedz co się stało kochanie.- uśmiechnęła się do mnie młoda kobieta o blond włosach związanych w kłosa. 
Oberwałam piłką do footballu w ramię.- powiedziałam, a kobieta zaczęła dotykać mojego ramienia.
Ał!- syknęłam znów, kiedy dotknęła jednego miejsca. Okazało się, że mam już wielkiego siniaka na ramieniu i lekko przestawiony bark. 
Naprostuje ci go, ale ostrzegam, że będzie bolało.- nie zdążyłam nic odpowiedzieć bo już przestawiła mi bark w prawidłowe miejsce.
Szlak!- wrzasnęłam z bólu. Kat stała przy oknie i aż się zwijała patrząc jak cierpię.
Kup sobie maść na obrzęki i smaruj codziennie całe ramię. Za około tydzień siniak powinien zejść a ból w większym stopniu ustąpić. A teraz jak się nazywasz, żebym mogła wypisać ci zwolnienie? 
Carmen Cortez.- odpowiadam masując ramię.
Dobrze. Jeśli będzie cię bardzo bolało to przyjdź, dam ci tabletki przeciwbólowe.- oznajmiła.
Dziękuję. Do widzenia.- wyszłyśmy z gabinetu i poszłyśmy do szatni. 
Kat wraca do gry w siatkówkę a ja będę jej kibicować i patrzeć na chłopaków. Dopiero później zwróciłam uwagę na to, że na tym treningu jest mój brat. Podeszłam bliżej boiska do footballu i przyglądałam się jak gra. Jest całkiem niezły. Nagle ktoś inny podłożył mu nogę i mój brat zrobił przewrót do przodu ale biegł dalej. Jest niesamowity...
Co jest Cortez, przewrotów ci się zachciało?- rozpoznaję ten głos... Trevino. Nadal nie wiem jak ma na imię, ale może dowiem się tego od brata lub od Kat. Wiem, że jestem od ciebie szybszy, ale nie musisz mi podkładać nóg.- śmieje się mój brat razem z chłopakiem. Brat spojrzał w moją stronę i pomachał do mnie z uśmiechem na twarzy. Trevino również spojrzał na mnie. Braciszek podbiegł do mnie.
Jak ramię?- zapytał obejmując mnie.
Cholernie boli- mówię a mój brat chichocze.
Taa... Tyler ma cela.- śmieje się.
Kto?- unoszę jedną brew.
Tyler Trevino.- mówi a ja zamieram, kiedy właśnie on we własnej osobie dołącza do nas.
Przepraszam za ramię.- mówi patrząc mi w oczy, a ja nie mogę wytrzymać jego spojrzenia.
Spoko... tylko tydzień udręki.- odpowiadam a kąciki jego ust unoszą się do góry.
No Tyler, masz cela.- śmieje się mój brat klepiąc go w plecy z wielkim rozbawieniem.
No i za komórkę też przepraszam. Zapłacę ci za szybkę.- dodaje po chwili.
To też byłeś ty?- unoszę jedną brew.
Um... Taa.- spuszcza wzrok.
Pięknie... - mówię niemal szeptem.
Cortez, Trevino pod prysznice!- krzyczy ich trener.
Dobra siostra, poczekaj na mnie na parkingu. Za 15 minut powinienem być.- mówi.
Tylko się pośpiesz!- krzyczę za nim. Razem z Tylerem biegną za resztą drużyny pod prysznice.


Idę na parking z Kat, która zadaje mi pełno pytań na temat Trevino. Mam do niego pecha...
O matko... ty to masz szczęście- śmieje się, kiedy opowiadam jej o tym, że to on zniszczył mój telefon i jeszcze ramię. 
Ta... super. Powiedział, że zapłaci mi za szybkę.- mówię dalej.
Wow... serio? Od kiedy on taki dobry?- dziwi się dziewczyna. 
Jak to? Znasz go?- pytam.
Nie osobiście, ale słyszałam, że lubi się bawić. Wiesz imprezy, alkohol, panienki i takie tam. W dodatku jest dość groźny. Nie wiem czy widziałaś rano te bójkę? Pobił się z kilkoma kolesiami. On sam na chyba 4, ale tylko 2 nie zdążyli uciec. To była jazda.- śmieje się Kat. Słyszę za sobą, że jedzie jakieś auto.
O to po mnie. Do jutra Cam.- przytula mnie i biegnie do samochodu. W środku siedzi młoda dziewczyna. Może to jej siostra?  Jutro ją o to zapytam, a na razie muszę dalej czekać na brata. Nie wytrzymuję i idę w stronę szatni męskiej. Jednak cofam się szybko, chowając za ścianę, kiedy widzę jak całuję się z jakąś blondynką. Postanawiam najpierw go zawołać a potem wejść tam jak gdyby nigdy nic.
Ian?! Rusz się do cholery, ile mam na ciebie czekać?- krzyczę i wchodzę do szatni. On i dziewczyna już od siebie odskoczyli.
Sorry Cam, zaraz idę.- uśmiecha się głupkowato a ja przewracam oczami. Dziewczyna mierzy mnie od góry do dołu i dopiero po chwili obdarza mnie uśmiechem. Widać, że jest fałszywy. Krzyżuje ramiona na piersi i podchodzi do mnie wypinając biodra raz w lewo, raz w prawo jak ... nie powiem jak.
A ty jesteś?- mówi do mnie.
Carmen.- odpowiadam nie uśmiechając się.
Czyli? Masz się odpieprzyć od mojego faceta- syczy mierząc mnie.
►Tak dla jasności... Ian to mój brat, więc go nie zostawię.- odpowiedziałam jej również mierząc ją.
Ashley nie męcz jej.- słyszę głos Tylera, a dziewczyna aż się wzdrygnęła. Chłopak z jeszcze mokrymi włosami podchodzi do nas z wielką torbą, pewnie strojem do footballu. 
Znasz ją?- pyta go, odsuwając się trochę od niego. Widać między nimi dziwne napięcie i mam wrażenie, że ona się go boi.
Powiedzmy.- uśmiecha do mnie. Chłopak zauważa, że trzymam komórkę w dłoni. Wyciąga rękę po niego a ja mu go podaje. 
Oj trochę za to zabulę.- śmieje się oddając mi komórkę. Blondynka wciąż się na mnie patrzy z dziwną miną. Nawet nie będę tego komentować.
Trochę.- odwzajemniam uśmiech.
Cortez jak się nie pośpieszysz to odwiozę ją do domu a ciebie tu zostawię!- woła Tyler. 
No już, już- śmieje się mój brat i dołącza do nas. Całuje dziewczynę w policzek i obejmuje w talli po czym rusza z nią przodem na zewnątrz. Dziwnie się czuję idąc obok Tylera.
Jeszcze raz przepraszam cię za ramię. Mam dziś pecha. Ciągle na ciebie wpadam.- uśmiecha się.
Ta... najpierw niszczysz mi telefon, potem pomagasz mi z szafką której nadal nie ogarniam, a potem jeszcze wybijasz mi bark. Masz rację, to cholerny pech.- mówię dość sarkastycznie a chłopak śmieje się.
Szafki na ostatnim piętrze zacinają się i trzeba lekko unieść drzwi w górę i dopiero przekręcać kod.- mówi mi.
Dobrze wiedzieć.
Wychodzimy na parking i rozglądam się, żeby poszukać samochodu rodziców ale ich nie ma. Dziwię się kiedy wszyscy idą w stronę samochodu.
O matko to Chevrolet Camaro!- niemal piszczę z zachwytu. Zawsze marzyłam o takim. Blondynka, której imienia nadal nie poznałam ponownie zmierzyła mnie wzrokiem a brat przewrócił oczami. Tyler natomiast z uśmiechem odwrócił się do mnie naciskając guzik i otwierając w ten sposób samochód.
Znasz się na samochodach?- pyta.
Trochę.- rumienię się a chłopak śmieje się.
Dobra wrzućcie torby do bagażnika i Cortezowie wsiadajcie.- puszcza do mnie oczko i wsiada na miejsce kierowcy.
Mój brat wsiadł do tyłu i pociągnął za sobą blondi, a ja usiadłam obok Tylera z przodu. Trochę dziwnie się czuję. Podwieźliśmy dziewczynę do centrum handlowego. Oczywiście zanim mój brat się z nią pożegnał... Całowali się chyba z 10 minut z tyłu na siedzeniu a potem jeszcze wyszedł z nią i kolejne 10 minut się lizali. Kiedy zobaczyłam, że Tyler przewraca oczami w tym samym czasie co ja zaczęliśmy się śmiać. 
Chcesz poprowadzić?- pyta.
Co? Ja? Nie, nie... jeszcze nie mogę. Nawet nie umiem.- uśmiecham się.
Dobra, w takim razie następnym razem nauczę się prowadzić.- śmieje się.
Ale, że to cudeńko?- pytam gładząc tapicerkę a chłopak znów się śmieje.
Podoba ci się, aż tak bardzo?- pyta.
Zawsze marzyłam, że będę się wozić takim autkiem.- uśmiecham się bardziej do siebie niż do niego, ale i tak ten znów chichoczę.
Jeśli za chwilę nie wróci do auta to odjeżdżamy.- mówi naciskając klakson a para aż podskakuje, na co my wybuchamy śmiechem.
Właściwie kto to jest?- pytam go zanim mój brat w końcu się od niej odczepia.
Ashley. Oschła, wredna suka. Kapitan cheerleaderek. 
Czemu się ciebie boi?- wypalam i zakrywam dłońmi twarz.
Zauważyłaś to?- śmieje się.
Ta... zauważyłam też, że nie jest najmilsza i widzę też, że mój brat jest na tyle głupi, że z nią jest.- oboje się śmiejemy.
Pewnie widać, że sporo osób ma do mnie dystans i się boi mnie.- mówi a ja kiwam głową- Jestem typem imprezowicza. Zawsze byłem. Kiedyś na imprezie nad jeziorem spotkałem ją. Była wtedy z jakimś siłaczem czy coś. W każdym razie jej chłoptaś odurzył kilka lasek i zaciągnął je na dalszą plaże i chciał je zgwałcić. Byłem pijany ale i tak nie chciałem, żeby je skrzywdził i mu przyłożyłem. Wielki paker został pokonany a ta suka powiedziała policji, że to ja im to zrobiłem i zrzuciła całą winę na mnie.- miałam oczy szeroko otwarte i aż nie mogłam w to uwierzyć.
Że co?! Jak to? I co dalej?- chłopak spojrzał się na mnie i uśmiechnął się do mnie.
Cóż... rodzice mają do mnie zaufanie no i załatwili mi dobrego prawnika, który pomógł mi wyjść z tego. Ale wiesz... moje słowo przeciwko jej słowu bo tamte dziewczyny i tak nic nie pamiętają. No a gość wyjechał gdzieś do Europy.- zaczął się śmiać.
Zostawił ją i zwiał?
Dokładnie tak.- uśmiecha się. W końcu mój brat wsiadł do auta.
O czym gadaliście?- zapytał ścierając szminkę z twarzy. Ja i Tyler spojrzeliśmy po sobie nie wiedząc co powiedzieć.
O samochodach. Nauczy mnie prowadzić.- odpowiadam a Ian zdziwiony patrzy na kolegę.
Oj moja siostra ma na ciebie zły wpływ.- zaczyna się śmiać a ja nie rozumiem o co mu chodzi, ale teraz chcę być już w domu i coś zjeść. Zatrzymał się na wjeździe przed naszym domem i wysiadł z nami z auta. Mój brat wziął swoje torby i przybił z nim piątkę po czym ruszył do domu. Tyler podał mi moją torbę i zamknął bagażnik.
O której zaczynasz jutro zajęcia?- pyta.
Ym... o 9.
Przyjadę po ciebie- mówi i wsiada do auto po czym odjeżdża. Zaskoczona wracam do domu.
Cała rodzinka je już obiad. Siadam więc i również zaczynam jeść. Nie mogę powstrzymać uśmiechu na myśl, że nauczy mnie prowadzić. Po obiedzie mama podaje nam lody na deser i pyta jak było w szkolę. Nie powiedziałam im o telefonie. Ian opowiedział jak to było z moim barkiem i mówi, że spodobałam się Tylerowi bo nigdy się tyle nie śmiał przy dziewczynie i tyle nie rozmawiał z żadną a ja czułam jak mnie palą policzki. 
Kiedy weszłam na Facebooka od razu miałam kilka zaproszeń do grona znajomych. W tym Kat. Od razu do mnie napisała.
  • Dziś impreza u chłopaka z 2 klasy. Idziesz? Twój brat pewnie też idzie :D
  • Nic mi o tym nie wiadomo- odpisuje jej.
  • Co ty na to, że spotkamy się na parkingu przy szkole i pojedziemy razem na imprezę? ^^
  • No nie wiem... Rodzice mnie pewnie nie puszczą ;/
Nagle do mojego pokoju wparował Ian.
Kumple napisali mi, że dziś jest impreza u Zacha. Idę tam więc jeśli chcesz to przekonam rodziców, że idziesz ze mną.- uśmiecha się.
Od kiedy chcesz żebym szła z tobą gdziekolwiek?- dziwię się.
Oj no weź... Jesteśmy teraz w tej samej szkole. Musisz poznać co to znaczy żyć.- śmieje się.
Mogę zabrać Kat?- pytam.
Jasne, że tak. Ja jadę z kumplami ale weźmiemy cię.
Mam się z nią spotkać na parkingu przy szkole.- mówię mu zanim wychodzi.
To tam cię wysadzimy i zobaczymy się na imprezie. Szykuj się. Tylko na luzie laska.- puszcza do mnie oczko i wychodzi.
  • Szykuj się na imprezę laska :D- piszę do Kat.
  • Tak! Biegnę! :*- odpisała.
Stanęłam przed moją wielką szafą i nie mam pojęcia co mam włożyć. Napisałam Kat mój adres żeby mi pomogła i o dziwo po niecałych 5 minutach już była.
Nie wiedziałam, że mieszkasz tylko przecznicę dalej.- śmieje się wchodząc do mojego pokoju już ubrana.
Serio? Ale super!- przytulam ją.
Dziewczyna wybrała mi ciuchy i kazała się od razu w nie przebrać. Tak więc obie już ubrane i pomalowane mogłyśmy ruszać w tan. Moja pierwsza impreza... i za pewne nieostatnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz